Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kręcenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kręcenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2015

Sposób na świetne fale bez użycia ciepła.

Witajcie!

Będąc ostatnio uczestniczką cyklu KarolajnBy "Jak dbasz o włosy?" dostałam sporą dawkę świetnych porad od dziewczyn. Teraz drugiego dnia wcieram we włosy olejek przed koczkiem, czasem na noc wiążę kucyka (bardzo luźnego), a przede wszystkim mój ulubiony sposób:




Gorąco go polecam, choć ja troszeczkę nie moge sobie poradzić i okropnie mylą mi się pasma, efekt wygląda jednak przyzwoicie:


Jak wiążecie włosy na noc?

poniedziałek, 21 lipca 2014

Loki a loki, czyli lokowka a lokowka stozkowa


Bedac u kuzynki mam okazje przetestowac dwa rodzaje trzonow do lokowki. Zwykla, najczesniej spotykana z zatrzaskiem do podtrzymywania wlosow oraz stozkowa.

Moja kuzynka ma piekne, geste lecz bardzo proste i oporne nawet na dzialanie duzego ciepla wlosy. Juz patrzac na same zdjecia mozecie zobaczyc, jak wielka jest roznica. My, kreconowlose lub posiadaczki wlosow rzadkich badz cienkich, nie bedziemy mialy problemu z kreceniem ktora badz lokowka, wiadomo z roznymi efektami. Jednak co, gdy wlosy sa zupelnie oporne, bo nie dosc, ze sa grube z natury, to geste?

Uzylam lokowki z wymiennymi trzonami, spojrzcie:




Jest to lokowka Andrew'a Bartona, jednego z najslynniejszych fryzjerow, praktykujacy od 25 w UK. Ale do rzeczy, sprzet mamy dobry, przejdzmy do dzialania.

wtorek, 10 czerwca 2014

Loki z 4 ślimaczków.

Pozdrowienia z wiecznie mokrej Zielonej Wyspy! :) Od soboty jestem już w Dublinie, pierwsze 2 dni były słoneczne, ale dziś zaczęło się to, co dla Irlandii jest zupełnie normalne. W Małopolsce z tego, co wiem, okropne upały, zazdroszczę ;< Opuściłam trochę bloga, ale już to nadrabiam!

Wiem, że mnóstwo z Was zapewne nieraz układało loki poprzez ślimaczki, jak u małych dziewczynek :D, a ja zrobiłam to po  raz pierwszy i pędzę do Was z przedstawieniem efektów :D Prawie suche włosy związałam w 4 ślimaczki, oczywiście mam dwie lewe ręce, jeśli chodzi o stworzenie sobie fryzury, więc widać na zdjęciach, jak koślawe po nocy zostały. Następnie każdego po kolei rozwiązywałam i lekko roztrzepywałam. I tadam.. :) (Zwróćcie uwagę na moje super profesjonalne tło! :P)







  

 

Busz, jakich mało, ale nie taki jak zwykle po niezbyt dobrze działającej masce. Mnóstwo, mnóstwo objętości! Ale następnym razem muszę popracować nad związaniem końcówek, bo szaleją na wszystkie strony :)

Lubicie ślimaczki? Często je związujecie? Podoba Wam się efekt na moich włosach?

sobota, 4 stycznia 2014

RECENZJA: Żel do stylizacji z Rossmana na mokro, z papilotami i na Oldze.


      Jeśli jeszcze nie zauważyłyście, to po prawej stronie (nieumiejętnie :p) pojawiły się ikonki do facebooka oraz Instagrama. Zapraszam szczególnie serdecznie do tego drugiego, bo jest to mój pierwszy raz tam, a wieczorem pojawi się obiecany rysunek, przedstawiający mój progres w rysowaniu od 2007roku, do 2011.

     Dzisiaj zajmę się mniej polecanym, ale dość tanim żelem do stylizacji. Kupiłam go w promocji za około 4zł. Jak można się nie skusić zwłaszcza, że wciąż szukam stylizatora dla siebie. Wiem, że dość dobrym żelem jest ten męski, ale bałam się jeszcze go wypróbować.. Z resztą nie zależy mi na mega mocnym utrwaleniu, a zaledwo podkreśleniu moich fal lub zrobieniu z nich w końcu czegoś porządnego.

Rossmann, Styling gel, o wytrzymałości 2.

    Żel ma konsystencję odpowiednią dla tego typu produktu, maleńka ilość dobrze rozprowadzała się na dłoni, ale nie wystarczała, więc musiałam co jakiś czas powtarzać nakładanie kosmetyku. Zapach jest dość ostry, ale nie odstraszał mnie, potem się już do niego przyzwyczaiłam. Opakowanie jest elastyczne, ale zakrętka jest nieporęczna, często nie udawało mi się domknąć jej do końca. Za niecałe 4 zł można dostać aż 500ml produktu, wiec nie jest to mało, za taką cenę. Opakowanie jest również przezroczyste, więc wiemy, co kupujemy. Środek zaś, tak jak wspomniałam, ma żelową konsystencję, jak taki śmierdzący glutek ;D Przeanalizowałam również skład, jest bardzo bezpieczny, nie spisywałam go tutaj, właśnie z tego względu, gdyby czymś straszył, napisałabym Wam.




    Żel został nałożony na zwilżone włosy, jak na zdjęciach powyżej, na mokro włosy osiągają ładny skręt, według mnie przynajmniej. Ale...

 ... Tak oto wyglądam z żelem nałożonym na jedną stronę włosów. Zgadniecie, na którą? Na poprzednich zdjęciach żel również nałożyłam na jedną stronę włosów, ale obróciłam "lustrzanym odbiciem" jedno z nich, dlatego możecie mieć wrażenie, jakbym nałożyła go na całą głowę. Zabieg ten miał na celu pokazanie Wam, jak bardzo stylizatory nie mają wpływu na moje włosy! One są po prostu odporne.. Tak samo, jak na siemię lniane (tutaj post). Skręt ani się nie poprawił, ani nie zgorszył, wyglądają tak samo...

   Tak więc, Kochane, po której stronie na zdjęciu został nałożony żel?  ;P I dlaczego tak uważacie? A i przepraszam za niewyjściową "twarz", ale nie umiem wyjść dobrze na zdjęciach "na prosto", wybaczcie..;D

   Przy okazji postanowiłam wypróbować go także przy utrzymaniu loków na papilotach. Na początku wyglądały cudownie, było włosów optycznie więcej i ładnie się układały. Rozplątałam papiloty około 15, o 18, tuż przed wyjściem, totalnie oklapły i się rozprostowały.


    Żeby nie skreślić go od razu, wypróbowałam go na włosach Olgi, które są niskoporowate, jako pomoc, przy lokach zrobionych lokówko-suszarką. I O DZIWO, żel podtrzymał skręt od godziny 16, do 5 rano spokojnie (tyle, co widziałam, a miałam okazję w Sylwestra). A następnego dnia Olga przyznała, że cały dzień chodziła w loczkach, bo się nie rozprostowały. I wyprzedzając pytania, TAK, TO NATURALNY KOLOR WŁOSÓW OLGI.



      Czy ja łamię stereotyp, że wysokoporowate są mniej podatne na układanie, niż niskoporowate?
      Kochane, mam też pytanie, czy wiecie, jak można odnaleźć swoją włosową siostrę?

poniedziałek, 14 października 2013

Siemię lniane podejście drugie.

Niestety, nieudany eksperyment z żelem z siemienia lnianego, całkowicie skreślił tę metodę stylizacji moich fal. Co jak co, ale zawiodłam się. Mimo wszystko nie można spocząć na jednej próbie. Przypomniała mi o żelu w formie mgiełki  właścicielka TEGO oto bloga. Przyrządziłam żel z dwóch łyżek ziaren siemienia lnianego, i mimo wszystko, 1 szlanki wody. Gotowałam mieszając przez równe 20 minut - cały czas wydawało mi się, że substancja nie jest zupełnie glutkowata. Przeliczyłam się jednak, powstałej mieszanki nie dało się w żaden sposób przecedzić przez sito. Ale z racji, że wszystko miało wylądować w buteleczce z dyfuzorem, postanowiłam wlać do niej nawet ziarenka - nie miałyby możliwości przedostać się przez tą ociupeńką rureczkę. Wlałam tego pół buteleczki. Drugie pół zapełniłam przegotowaną wodą. Po wstrząśnięciu płyn wytryskał niczym mydło w płynie z buteleczki, oczywiście w małych porcjach. Podzieliłam włosy na połowę i pasmo po paśmie ugniatałam z żelem rozsmarowanym we włosy. Wystarczyły 2, 3 porcje na dłoń, aby rozprowadzić na jednym paśmie.

Zdjęcie pierwsze musiałam rozjaśnić i przybliżyć nieco, żeby w miarę mieć jako takie porównanie. Na zdjęciu nr 1 bez żelu, po ugniataniu i samodzielnym wyschnięciu. Zdjęcie nr 2 przedstawia włosy po nałożeniu na suche włosy żelu, tylko by podkreślić skręt. Różnicy większej nie ma. Widocznie zwiększona objętość włosów, ale czy spowodowana żelem? Na środku głowy w obu zdjęciach mam najbardziej widocznego loczka, łatwo go zauważyć, bo to jeden z tych zbitych, mięsistych szczęściarzy, które czasem uda mi się uzyskać - na jego podstawie można zauważyć, że włosy trochę bardziej się zwinęły w kupę i sprężyły.

Nie wiem, czy będę go używała na dłuższą metę. Praktycznie mało widoczne rezultaty, a muszę przyznać, że i na mokre włosy próbowałam go nałożyć (podczas pierwszej próby), efekt mnie wówczas nie zadowolił, toteż mam porównanie. Jedyna rzecz, która faktycznie mnie zadowoliła, to wrażenie lekkości na głowie i tego, jakby moje włosy były jedną, wielką, latającą mgiełką loczków i fal - urocze uczucie, bo przeważnie mam bardzo ciężkie włoski. Bardzo miękkie w dotyku, przy moim stopniu zniszczenia prawie nieosiągalne, a tu jednak.

Będę używała raczej jako maskę, bo są na prawdę niesamowicie mięciutkie.



~*~
Oficjalnie mogę się pochwalić.. Zdałam prawko. Nareszcie. Nie wstydzę się powiedzieć również, że było to moje 6 podejście. Dlaczego nie boję się o tym mówić? Chcę udowodnić, że to na prawdę jest tylko i wyłącznie zasługą szczęścia. Już po pierwszym razie, kiedy przeczytałam w całości kodeks drogowy, powinnam była zdać teorię. A w ostateczności, nawet po dwukrotnym przeczytaniu ów zbioru praw kierowców, zdałam ją na 68 punktów (na styk) za 5 razem. Tego samego dnia miałam egzamin praktyczny, do którego podeszłam z wyjątkowym spokojem i co? Nie zdane, bo nie spojrzałam na rondzie na auta po swojej prawej - co jest zupełną bzdurą. Na szczęście dzisiaj się stresowałam, w związku z czym wszystko poszło na farcie. Trzymam kciuki za tych, którzy dopiero podchodzą lub zaliczają właśnie którąś z kolei próbę. Nic się nie przejmujcie, tutaj chodzi tylko o szczęście w testach i troszkę umiejętności na drodze.